środa, 14 października 2015

ROZDZIAŁ 8 Wizyta i piknik

Następnego dnia w domu trwały przygotowania do przyjazdu Emmy. Po obiedzie usłyszałam trzaśnięcie drzwiami na zewnątrz. Szybko usadowiłam się na kanapie obok Edwarda i Alice, Carlisle poszedł otworzyć.
- Witaj Carlisle. Czy coś się zmieniło wobec waszej decyzji?- spytała kobieta na wejściu.
- Nie. Nadal pragniemy mieć Bellę, to znaczy Isabellę w rodzinie.- odparł ojciec z dumą. Nie wiedziałam z czego był taki dumny.
- Szkoda... Czeka na nią także inna rodzina, ale może najpierw poznam jej zdanie i warunki w jakich żyje.- powiedziała radośnie.
- Zapraszam wobec tego do salonu.- odparł Carlisle prowadząc kobietę ku nam. Gdy weszła skierowała się prosto do mnie i powiedziała:
- Nazywam się Emma Grand, jestem z Pogotowia Opiekuńczego. Pamiętasz mnie Isabello?
- Tak. Pamiętam.- odpowiedziałam pewnym głosem.
- Świetnie. Pokażesz mi zatem jak mieszkasz?- kiwnęłam głową i wstałam. Oprowadziłam ją po domu tłumacząc co gdzie jest. Doszłyśmy do mojego pokoju i tam zaczęła mnie wypytywać:
- Więc, Isabello, jak Ci się mieszka z Cullenami?
- Są naprawdę mili. Ich dzieci też. Bardzo ich polubiłam. Wszyscy są tacy radośni i bardzo mi pomagają.- odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Powiedz mi Isabello, czy dzieje Ci się tutaj krzywda? Ktoś Cię wyzywa? Molestuje?
- Nie. Nikt nie robi mi nic złego. Cullenowie są naprawdę świetną rodziną. Bardzo się do nich przywiązałam.
- Rozumiem. A warunki mieszkaniowe? Odpowiadają Ci?
- Tak. Bardzo mi odpowiadają. Dużo tu przestrzeni.
- Dobrze. Czy chcesz zostać z Cullenami, czy wolisz przenieść się do innej rodziny, która na Ciebie czeka?
- Bardzo chciałabym zostać z Cullenami. Pani Emmo, czy może mi pani powiedzieć co to za rodzina?
- Rachel i Billy Wild.- powiedziała.
- Naprawdę?- zapytałam zszokowana.
- Tak. Naprawdę. Złożyli pozew całkiem niedawno. W piśmie napisali tylko, że ze względu na długoletnią znajomość z Tobą i Twoimi rodzicami lepiej będzie jak wrócisz do starego środowiska.
- Ale ja nie chce nigdzie wyjeżdżać. Chce zostać z Cullenami.
- Dobrze. To wszystko. Do widzenia Isabello.
- Do widzenia.- kiedy wyszła do pokoju wślizgnął się Edward i zapytał:
- Kochanie, wszystko dobrze?
- Tak.- uśmiechnęłam się.- Chodźmy na dół.- chwyciłam go za rękę i ruszyłam schodami.
- Dziękuję Carlisle, że zajęliście się tą małą. Stan jej i warunków w jakich mieszka jest lepszy niż się spodziewałam. Zostaje ona z wami, Za rok osiągnie namiastkę pełnoletności. Myślę, że będziecie mogli dać jej wolną rękę w kwestii mieszkania, jeśli oczywiście będzie chciała. Z mojej strony to wszystko. Do widzenia.
- Do widzenia.- odpowiedział ojciec i zamknął za nią drzwi.
- Bella zostaje z nami!- wykrzyknął Emmett i porwał mnie w objęcia.
- Emmett puszczaj mnie! Bo zmienię zdanie i się wyprowadzę!- zagroziłam.
- Kochanie, nie denerwuj się. Już dobrze. Najważniejsze, że zostajesz z nami.
- Tak, masz rację Edwardzie. Hej! Co powiecie na piknik?- spytałam.
- Jasne! Świetny pomysł Bello!- wykrzyknęła Alice. Po kilku minutach wyruszyliśmy na piknik.

------------------------------------
Rozdział 8 :) milego czytania! :)

piątek, 9 października 2015

ROZDZIAŁ 7 Dobre wieści

Po powrocie rodziny postanowiliśmy z Edwardem powiedzieć im co nas łączy. Było mi ciężko. Musiałam też zadzwonić do Seleny, bo miałam od niej masę maili, na które jednak nie odpisałam. Cullenowie wrócili późnym popołudniem i rozsiedli się w salonie. Stanęłam z Edwardem na środku salonu i powiedzialam:
- Musimy wam coś powiedzieć...
- Coś się stało Bello?- spytała troskliwie mama.
- Nie, nic tylko...
- Ja i Bella jesteśmy ze sobą. Kochamy się.- wszedł mi w słowo Edward.
- Wspaniale! Gratuluję! Wiedziałam, że tak będzie!- krzyczała radośnie Alice. Carlisle skinął nam głową, że przyjął to do wiadomości. Atmosfera zrobiła się dość gęsta więc postanowiłam zapytać:
- Carlisle, kiedy wracamy do szkoły?
- Za parę tygodni Isabello. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Jutro będziemy mieli gościa. Człowieka.
- Kogo?- spytałam ciekawa.
- Emma Grand z Pogotowia Opiekuńczego przyjedzie zapytać jak się u nas czujesz i obejrzy warunki mieszkaniowe.
- To konieczne?
- Niestety tak. Chciałbym żebyście wtedy wszyscy byli w domu. Jasne?
- Oczywiście tato.- powiedzieliśmy chórem.
- Edwardzie, Bello, chciałbym z wami porozmawiać. Przejdźmy do mojego gabinetu.- poszliśmy za ojcem i usiedliśmy w jego gabinecie.
- Edwardzie, chciałbym wiedzieć, od jak dawna Ty i Bella jesteście parą?
- Właściwie to od niedawna.- odpowiedziałam.
- Od tygodnia.- potwierdził Edward.
- Dobrze. Mam nadzieję, że podczas naszej nieobecności nie zrobiliście nic głupiego?
- Nie.- odpowiedzieliśmy razem.
- To dobrze. Idźcie się przygotować. Edwardzie, musisz iść na polowanie.
- Dobrze ojcze.- odpowiedział miedzianowłosy po czym wyszliśmy z gabinetu. Edward poszedł na polowanie, a ja udałam się do swojego pokoju i wybrałam numer Seleny.
- Halo?
- Cześć Sel! To ja, Isa.- powiedziałam wesoło.
- Cześć. Zapomniałaś już o swojej najlepszej przyjaciółce?
- Nie. Miałam ostatnio dużo na głowie. Ogólnie dużo się działo i niestety nie mogłam zadzwonić. Przepraszam.- tłumaczyłam się jej.
- No dobra. Opowiadaj. Co się takiego działo?
- Sel, zakochałam się.- powiedziałam z powagą i czekałam na jej reakcję.
-Jak to? W kim...? Chyba nie mowisz poważnie...
- Jak najbardziej poważnie. Zakochałam się.
- Czekaj, czekaj... W tym całym Edwardzie?
- Mhm...- cicho potwierdziłam.
- Jezu... Dziewczyno...! Przecież to Twój brat!
- Przyrodni. Nie łączą nas więzy krwi, więc nie robimy nic złego.
- Zwariowałaś... A co jeśli on Cię skrzywdzi? Jak chcesz potem żyć z nim pod jednym dachem?
- Nie skrzywdzi mnie. On jest inny.
- Inny? A co wilkołakiem jest? Daj spokój Issa, wszyscy faceci są tacy sami, a wilkołaki i stwory z legend nie istnieją.- tłumaczyła mi.
- Oh Sel... Gdybyś tylko wiedziała jaki on jest cudowny i przystojny i kochany...
- Iss? Muszę kończyć. Przepraszam. Dave coś chce. Zadzwoń jeszcze kiedyś. Papa.
- Jasne, pa...- rozłączyłam się i położyłam na łóżku. Po paru minutach już spałam. Obudził mnie po paru godzinach Edward kładąc się koło mnie.
- Wróciłeś?- spytałam sennie.
- Tak skarbie. Już jestem. Śpij sobie.- pocałował mnie w czoło i dalej zasnęłam.

------------------------------------
Jest rozdział :) zdecydowalam ze będę prowadzic dwa blogi z dwiema historiami :) w następnym rozdziale będzie wizyta pani z Pogotowia Opiekuńczego :) milego czytania i do NN! :)

INFORMACJA

Cześć kochani. Nie wiem czy ktoś jeszcze to w ogóle czyta.. Komentarzy mało.. Wyświetlen też... Nie wiem czy mam pisać dalej.. Mam rozdział napisany.. Ale nie wiem czy go dodać.. Nie mam też weny na kolejne rozdziały tego opowiadania... Zaczęłam pisać drugie opowiadanie.. Ale też nie wiem kiedy dodam to opowiadanie.. No i nie wiem czy zakładać nowego bloga z tamtym opowiadaniem skoro tutaj mam mało komentarzy i nikt tego nie czyta... :-(

niedziela, 13 września 2015

ROZDZIAŁ 6 Wyjazd w góry

Następnego dnia przy śniadaniu Carlisle zabrał głos i już myślałam, że chce powiedzieć o moim pocałunku z Edwardem, ale kiedy uśmiechnął się do mnie zrozumiałam, że nie o to mu chodzi.
- Kochani, wybaczcie, że przy śniadaniu, ale za chwilę jadę do szpitala, a wy macie czas żeby się przygotować.- powiedział i uśmiechnął się.
- Do czego?- zapytałam.
- Wyjeżdżamy w góry. Spędzimy czas rodzinnie. Zapolujemy przy okazji.
- Carlisle, muszę jechać?- zaczęłam zrzędzić.
- Nie ma kto z Tobą zostać Bello.
- Ja mogę zostać.- zaoferowała Alice.
- Nie Alice, Ty musisz się posilić.- odpowiedziała Esme.
- Ja z nią zostanę.- odparł Edward schodząc ze schodów.
- Esme? Czy to dobry pomysł?- spytał ojciec partnerkę.
- Myślę, że poradzą sobie i nie narobią problemów, prawda Bello?
- Oczywiście mamo.- odrzekłam chcąc udobruchać i ją i Carlisle'a.
- No dobrze. Edward, zostajesz.- miedzianowłosy pokiwał głową i puścił do mnie oczko. Dokonczyliśmy śniadanie w ciszy. Zaraz potem Carlisle pojechał do szpitala. Po godzinie wrócił i dał Edwardowi i mi wykład:
- Żadnych głupot Edwardzie. Bello, pilnujcie się wzajemnie. Żadnych imprez!
- Dobrze tato, to tylko dwa dni. Poradzimy sobie. Nie martwcie się.- odpowiedziałam cicho.
- Dobrze. Do zobaczenia za dwa dni.
- Do zobaczenia.- wyszli z domu zamykając drzwi. Zostałam sama z Edwardem. Przeszłam do salonu i siadając na sofie włączyłam telewizor. Wampir dołączył do mnie i usiadł obok. Patrzyłam w telewizor i myślałam, dlaczego chciał zostać.
- Ed?
- Hm?
- Dlaczego chciałeś zostać?- spytałam.
- - Chciałem trochę z Tobą pobyć.- odparł z uśmiechem.
- Wiesz, że nie powinniśmy...?
- Przecież nie robimy nic złego.
- Jesteśmy rodzeństwem.
- Przyszywanym. Nie łączą nas więzy krwi, więc dlaczego nie możemy?
- Nie wiem... Boję się...
- Czego?
- Tego, że nie wyjdzie...
- Bello, wampir zakochuje się raz na całą swoją egzystencję. To ludzie są nie stali w uczuciach. Tylko... Ty jesteś inna. Jeszcze nigdy nie spotkałem kogoś takiego.
- Inna?
- Stała w uczuciach. Kocham Cię Bello.
- Ja Ciebie też Edwardzie.- przysunęłam się bliżej i przytuliłam do niego. Te dwa dni głównie spędziliśmy razem nie mówiąc zbyt wiele. Nie ruszaliśmy się też z domu i nie urządzaliśmy żadnych imprez. Po prostu cieszyliśmy się samą swoją obecnością.

------------------------------------
Jest rozdział 6 :) z opoznieniem, ale jest :D trochę krótki :( ale mam nadzieję że wam się spodoba! :) miłego czytania i do NN :D

sobota, 5 września 2015

ROZDZIAŁ 5 Tajemnica

Następnego dnia nie odpuściłam i przy śniadaniu zapytałam ojca:
- Tato, czy mógłbyś mi wyjaśnić, dlaczego wszyscy mają miodowe oczy?
- Bello... To nie jest rozmowa na śniadanie. Czy możemy porozmawiać o tym po śniadaniu?- spytał z powagą Carlisle na co ja skinęłam głową. W milczeniu dokonczyliśmy śniadanie, a potem usiedliśmy w salonie. Usiadłam między Alice, a Edwardem, który od śniadania unikał kontaktu wzrokowego ze mną. Carlisle spojrzał na mnie i powiedział:
- Bello, zapytałaś przy śniadaniu o barwę naszych oczu, więc pragnę powiedzieć Ci całą prawdę o rodzie Cullen i Denali. Czy napewno chcesz to usłyszeć?- pokiwałam głową i czekałam na ciąg dalszy opowieści. Carlisle podjął na nowo:
- Więc, Bello... To co teraz powiem może wydawać Ci się nieco dziwne i niewiarygodne, ale to prawda. Obiecujesz słuchać mnie uważnie?- zapytał mnie ojciec przyglądając mi się. Powoli pokiwałam głową.
- Jesteśmy postaciami z legend. Napewno o nas słyszałaś.
- Wilkołaki?- zapytałam rozglądając  się po twarzach mojej rodziny.
- Nie Bello. Jesteśmy kimś o wiele gorszym. Jednym z Twoich koszmarów.- powiedział Edward niespodziewanie wystając i stając za mną. Przestraszyłam się. Otworzyłam szeroko oczy, a Carlisle powiedział:
- Jesteśmy wampirami.
- Co? Carlisle, żartujesz sobie? Wampiry nie istnieją. Prawda?- histerycznie się śmiałam i patrzyłam na Carlisle'a który pokręcił głową:
- Nie Bello. Wampiry istnieją. Tylko się ukrywają. My jesteśmy jednymi z nich.
- Nie mówisz mi prawdy!- krzyknęłam i chciałam uciec, ale wpadłam w objęcia Edwarda, który nie zamierzał mnie puszczać. Wyrywałam się. Chciałam uciec. Mieszkam w domu pełnym wampirów! To szaleństwo! Uspokoiłam się i powiedziałam:
- Zabijcie mnie.
- Nie ma takiej potrzeby.- odparł mi do ucha Edward.
- To czym się żywicie jeśli nie krwią ludzi?- zapytałam.
- Krwią zwierząt. To dlatego nasze oczy są miodowe.- powiedział Carlisle.
- Czyli jestem tu bezpieczna i mnie nie zjecie?
- Głuptasku, jak moglibyśmy Cię zjeść? Należysz do rodziny kochanie.- powiedział Edward używając zdrobnień i czułości. Mocno się zdziwiłam. Tkwiłam w jego uścisku. Wszyscy patrzyli na mnie wyczekująco.
- Jak stać się wampirem?- spytałam zaciekawiona.
- Właśnie dowiedziała się, że mieszka z wampirami, zamiast soe nas bać to ona pyta jak stać się potworem!- wykrzyknęła Rosalie.
- A coś w tym złego?- spytałam cicho.
- Nie, oczywiście, że nie. Stać się wampirem można przez ukąszenie. Na przykład taki nieudany atak, albo być na łożu śmierci. To jest zasada Carlisle'a. Tak zmienił nas wszystkich. Poza Alice i Jasperem. Oni przybyli do nas sami.- opowiadał Edward. Kiwałam głową i rozluźniłam się.
- Bello, myślę że powinnaś wiedzieć o naszych talentach. Alice ma wizje o przyszłości. Jasper steruje emocjami. Edward natomiast czyta w myślach.- powiedział Carlisle.
- Co? Jak to czyta w myślach?!- wykrzyknęłam.
- No tak. Czyta w myślach.- odpowiedział ojciec.
- Ale w Twoich Bello nie mogę. Nie wiem dlaczego.- odpowiedzial miedzianowłosy, a ja odetchnęłam z ulgą.
- A masz coś do ukrycia?- zapytał Edward ciekawy.
- Nie, absolutnie nic nie ukrywam. Esme, czy mogę wrócić do pokoju?
- Tak Bello. Możesz iść.- popędziłam do mojego pokoju i weszłam do garderoby. Po paru minutach usłyszałam pukanie. Wyszłam z garderoby i otworzyłam.
- Mogę wejść?- spytał Edward z szelmowskim uśmiechem. Ustąpiłam mu miejsca i weszłam spowrotem do garderoby. Wyjęłam zwykłe ciemne jeansy, bawełnianą koszulkę i ciemne trampki. Zabrałam rzeczy ze sobą i poszłam do łazienki. Po paru minutach wyszłam i zauważyłam, że miedzianowłosy dziwnie mi się przygląda. Stanęłam przed nim i zapytałam:
- Chcesz mnie zjeść?- pokręcił głową i poklepał dłonią miejsce obok siebie na łóżku. Usiadłam i spojrzałam mu w oczy. Znowu w nich utonęłam. Edward objął mnie i przyciągnął do siebie tak, że nasze usta dzieliło kilka milimetrów. Pogładził mnie po policzku i zbliżał się do mnie. Przesunęłam się bliżej i musnęłam jego wargi swoimi. Zareagował natychmiast i zaczęliśmy się całować. Nie wiedziałam co we mnie wstąpiło. Nigdy taka nie byłam. Łapczywie oddawałam mu pocałunki. Chwilę później ktoś odchrząknął. Z niechęcią odsunęłam się od Edwarda i spojrzałam na... Carlisle'a. Spuściłam wzrok i wtuliłam się w wampira.
- Esme! Przyjdź do pokoju Isabelli proszę!- zawołał, a matka po chwili była już u jego boku.
- Co się stało kochanie?
- Ta dwójka właśnie się całowała. Co z tym zrobimy?
- Edwardzie, pojedziesz na weekend do Denalek.- otworzyłam szeroko oczy, a Edward powiedział:
- Obawiam się, że to nie jest dobry pomysł mamo.
- Zgadzam się z Edwardem.- powiedziałam stanowczo.
- To był tylko pocałunek. Nic więcej. Przecież nic się nie stało.- przekonywał młody wampir przytulając mnie do siebie.
- No dobrze. Niech będzie. Chodźmy skarbie.- Carlisle i Esme wyszli. Wstałam i powiedziałam:
- Tylko pocałunek? Tylko pocałunek?! To nic dla Ciebie nie znaczyło?!
- Bells uspokój się. Usiądź. Porozmawiajmy.
- Nie!  Czy ten pocałunek nic dla Ciebie nie znaczył?- miedzianowłosy wstał i podszedł do mnie mówiąc:
- Znaczył. Chodź. Usiądźmy.- usiedliśmy na łóżku.
- Bello, muszę Ci coś powiedzieć...- zaczął Edward cicho.
- Tak? Co takiego?- spytałam
- Zakochałem się w Tobie Isabello. Kocham Cię.- wykrztusił.
- Ed... Ja... Ja Ciebie też... Tak mi się wydaje...- odpowiedziałam jąkając się. Wampir przyciągnął mnie do siebie i pocałował czule po raz kolejny. Byłam szczęśliwa. Pierwszy raz odkąd straciłam rodziców. Uświadomiłam sobie dwie rzeczy: pierwsza: jestem zakochana w wampirze, którym jest Edward Cullen, druga: Edward Cullen jest TYM JEDYNYM.

------------------------------------
Witam :) jest i nowy rozdział :) miłego czytania :) Wika Malik dziękuję Ci ze to czytasz i komentujesz :) jestes wielka! :) dzięki wielkie! NN być może w poniedZiałek :)

środa, 26 sierpnia 2015

ROZDZIAŁ 4 Denalki

Obudziłam się w nowym miejscu i dopiero po paru minutach zdałam sobie sprawę, że zostałam adoptowana przez rodzinę Cullenów. Mieszkam teraz w Forks i nie jestem w związku. Dave okazał się chamem. Edward mnie pocieszał. To wszystko było dziwne. Zdążyłam się ubrać, kiedy do pokoju wpadła Alice i zawołała:
- Cześć Bello! Przyszłam pomoc Ci się ubrać... Ale widzę, że sama sobie poradziłaś.- uśmiechnęła się.- Całkiem nieźle wyglądasz. Załóż jeszcze te kremowe szpilki, które stoją pod krzesłem w garderobie. Esme mówiła, żebyś się pośpieszyła, bo za chwilę śniadanie.
- Dzięki Alice. Już schodzę.- uśmiechnęłam się i wyłożyłam szpilki, o których wspomniała Alice. Przed wyjściem spojrzałam w lustro. Wyglądałam świetnie. Miałam na sobie czarną koszulę z białym kołnierzykiem i białe spodnie, do których włożyłam czarne szpilki na 10 cm obcasie, o których mówiła Alice. Trzeba przyznać, że moja siostrzyczka ma gust. Szybko poprawiłam włosy i zeszłam na dół. Usiadłam obok Edwarda i powiedziałam:
- Dzień Dobry wszystkim.- uśmiechnęłam się.
- Dzień Dobry Isabello. Jak Ci minęła noc?- spytał Carlisle.
- Bardzo dobrze. Mamy jakieś plany na dziś?- spytałam z uśmiechem nakładając sobie naleśniki.
- Dziś będziemy mieli gości Bello.- odpowiedział Edward. Rzuciłam mu krótkie spojrzenie i zapytałam:
- Gości? Kogo?
- Nasza rodzina z Denali chce Cię poznać.
- Ach tak, cudownie.- uśmiechnęłam się sztucznie i podziękowałam za śniadanie. Po chwili byłam już w swoim pokoju. Usiadłam na łóżku i postanowiłam zadzwonić do.siostry mojego byłego chłopaka. Wyjęłam telefon z torebki i wpisałam numer Seleny. Odebrała już po 2 sygnale.
- Halo?
- Halo, Sel? To ja, Issa.- powiedziałam.
- Ach, Issa. Co tam? Opowiadaj!- wykrzyknęła przyjaciółka.
- No więc słuchaj: rodzina mega, dom też, miasteczka jeszcze nie widziałam ale niedługo pewnie wypadnę na małe zakupy, znasz mnie przecież.- zaśmiałam się.
- No tak, cała Ty. Powiedz mi, co powiedziałaś Dave'owi, że taki szczęśliwy chodzi?- zapytała.
- Szczęśliwy? Ja mu nic nie mówiłam...
- No tak. Szczęśliwy chodzi. Iss? Co się między wami wydarzyło? Dlaczego jak wspomniałam o moim bracie to przygasłaś?
- Sel, Ty o niczym nie wiesz prawda?
- O czym miałabym wiedzieć? Isabella mów jaśniej.
- Dave ze mną zerwał.- powiedzialam ze łzami w oczach.
- Co? Jak to?- zdziwiła się.
- Normalnie. Wczoraj wieczorem dostałam od niego sms, że nie uznaje związków na odległość i ze mną zrywa.
- Jak on mógł to zrobić?! Wszystko powiem mamie!- krzyczała.
- Sel, uspokój się. Nie zatrzymywałam go. Odszedł. Nieważne.
- Okej. Jak się trzymasz?
- W porządku. Nie jest źle. Muszę kończyć. Ktoś puka. Do usłyszenia Sel.
- Pa.- rozłączyłam się i powiedziałam:
- Proszę.
- Mogę?- zapytał Edward wsuwając głowę w drzwi.
- Jasne. Co tam?- spytałam z uśmiechem.
- Nic. Chciałem z Tobą porozmawiać.
- O czym?
- Właściwie to o niczym ważnym. Pamiętasz co się wczoraj wydarzyło?
- Tak, przyjechałam tutaj, poznałam was, Twoją byłą dziewczynę, która nie była dla mnie miła, zerwał ze mną chłopak, a potem siedziałam z Tobą w moim pokoju.
- Tak, czujesz się już lepiej?- zapytał z troską.
-

Tak. Dużo lepiej. Dzięki Tobie. Dziękuję.- odpowiedziałam patrząc w podłogę. Robiłam się przy nim strasznie nieśmiała.
- Bello...
- Tak?
- Esme mówiła, że Denalki niedługo przyjadą.
- Noi? Chciałabym wyskoczyć pobiegać. Idziesz ze mną?- spytałam.
- Sam nie wiem... Wolałbym chyba  zostać w domu...
- Jak chcesz. Mogłabym zostać z Tobą, jeśli chcesz...
- Mogłabyś?- zapytał z nadzieją.
- Tak. Mogę zostać. Chcesz?- pokiwał głową. Usiadłam na łóżku i zsunęłam z nóg szpilki. Edward usiadł obok mnie i milczał. Położyłam się i przerwałam ciszę:
- Ed, mogę Ci zadać pytanie?
- Jasne. Pytaj.
- Co myślałeś wczoraj zanim Alice nam przerwała?
- Bello... Możemy to przełożyć na później?
- Dlaczego?- spytałam, a w tym samym czasie do pokoju wpadła Alice i powiedziała:
- Denalki przyjechały. Esme chce żebyście zeszli.- uśmiechnęła się i wyszła. Wstałam i spojrzałam na Edwarda.
- Zawsze coś, co?- mruknęłam, a miedzianowłosy pokiwał głową i uśmiechnął się. Wyciągnęłam do niego rękę i chciałam pomóc mu wstać, ale kiedy tylko on ją ujął zaraz mnie do siebie przyciągnął i wylądowałam na nim. Zaczęłam się śmiać i próbowałam wstać, ale Edward trzymał mnie mocno i nie miał zamiaru puścić.
- Edwardzie! Puść mnie! Proszę! Esme kazała nam zejść na dół. Proszę, puść mnie!- zaczęłam prosić.
- Nie puszczę Cię. Zejdziemy razem.
- Ale...- zaczęłam protestować...
- Nie ma ale.- przerwał mi i zarzucił sobie na plecy. Biłam go pięściami ale to nie pomagało. Zeszliśmy tak na dół, a potem Edward postawił mnie na ziemi i stanął obok mnie. Carlisle wstał i powiedział:
- Skoro jesteśmy już wszyscy chciałbym przedstawić wam Isabellę. Bello, pozwól tutaj.- podeszłam do Carlisle'a, a on znów zabrał głos:
- Bello, to Tanya, Carmen, Kate, Irina i Eleazar.- wskazywał kolejne osoby. Tanya była dość tęgą i niską dziewczyną o miodowych oczach i blond włosach, Carmen była wysoką brunetką o miodowych oczach. Kate i Irina były średniego wzrostu, miały blond włosy i miodowe oczy jak wszyscy. Eleazar był wysokim barczystym brunetem o oczywiście miodowych oczach. Zaczęły mnie one zastanawiać. Postanowiłam spytać o to Edwarda.
- Miło mi was poznać.- odpowiedziałam szybko i uśmiechnęłam się.
- Nam również.- odpowiedział Eleazar.
- Carlisle, czy mogę wrócić do swojego pokoju?- spytałam ojca, który pokiwał powoli głową. Zrezygnowałam jednak z tego pomysłu, gdy tylko usłyszałam jak któraś z Denalek zwraca się do Edwarda:
- Och Edwardzie! Jak to długo się nie widzieliśmy? Ładnych parę lat co? Tak strasznie za Tobą tęskniłam. Tęskniłeś? Powiedz mi co u Jessiki?- Tanya gadała jak najęta. Spojrzałam na miedzianowłosego, a on odpowiedział Tanyi patrząc na mnie:
- Tanyo, przykro mi, ale nie tęskniłem. Nie mam pojęcia co u Jessiki i nawet mnie to nie interesuje. Wybacz, ale oddalę się teraz do swojego pokoju. Do zobaczenia na obiedzie.- uśmiechnął się i skinął na mnie żebym szła za nim. Posłusznie szłam obok niego po schodach, a potem zniknęłam z nim w moim pokoju. Rzuciłam się na łóżko i postanowiłam poruszyć temat barwy oczu całej rodziny.
- Edwardzie?
- Tak?- odpowiedział siadając obok mnie.
- Mógłbyś mi wyjaśnić pewną rzecz?- pokiwał głową.
- Dlaczego wy i Denalki macie taki sam miodowy odcień oczu?- zaskoczyłam go tym pytaniem. Spojrzał na mnie i powiedział:
- To raczej wyjaśni Ci Carlisle. Przepraszam, muszę już iść. Do zobaczenia.
- Idziesz do Tanyi prawda?- spytałam urażona i lekko zazdrosna.
- Nie. Ide pobiegać.
- Mogę iść z Tobą.
- Chciałbym być sam. Jeśli pozwolisz.- pokiwałam głową i patrzyłam jak Edward wychodzi.

--------------------------–---------
Wiem wiem, spóźniłam się z rozdziałem :( przepraszam :( wczoraj już byłam zbyt zmęczona żeby go dodać :( przepraszam :( życzę miłego czytania :) i oczywiście proszę o komentarze! :3 NN najprawdopodobniej w poniedziałek. Chyba ze uda mi się wcześniej :) piszcie w komentarzach czy mam pisać dalej czy nie :( bo niestety nie mam komentarzy i nie wiem czy pisać :(

środa, 19 sierpnia 2015

ROZDZIAŁ 3 Nowa rodzina, nowy dom, przykry koniec...

Po 2 godzinach jazdy samochodem Carlisle skręcił w jakąś boczną dróżkę prowadzącą do lasu. Zdziwiona spojrzałam na mężczyznę ale on w odpowiedzi tylko się uśmiechnął. Musiałam czekać. Kilka minut później samochód zatrzymał się pod domem. Nie, dom to nie było właściwe określenie. To była willa. Z wrażenia otworzyłam usta, ale szybko się zreflektowałam i zaraz je zamknęłam. Carlisle spojrzał na mnie i powiedział:
- Witaj w domu Isabello.- uśmiechnął się do mnie, a ja skinęłam głową.
- Chodź, wejdziemy do domu i przedstawię Ci resztę rodziny.
- Dobrze tato.- nazwałam go tak, bo czułam, że będzie mi tak bliski jak mój biologiczny ojciec. Weszłam za doktorem do domu, a następnie do salonu, gdzie zebrała się cała rodzina. Głowa rodziny spojrzał na mnie i powiedział:
- Kochani, poznajcie proszę Isabellę.- uśmiechnął się i ciągnął:
- Isabello, to Esme, Twoja mama, a to Twoje rodzeństwo: Rosalie, Emmett, Alice, Jasper i Edward.
- Cześć.- powiedziałam nieśmiało, a Alice podbiegła do mnie i uściskała mnie mówiąc:
- Witaj Iss. Witaj w rodzinie. Bardzo się cieszę, że jesteś moją siostrą. Będziemy przyjaciółkami prawda?- zapytała swoim słodkim głosikiem.
- Alice.- skarciła ją Esme. Uśmiechnęła się do mnie.
- W porządku.- uspokoiłam kobietę stojącą teraz obok Carlisle'a.
- Dziękuję, że zechcieliście mnie przyjąć do swojej rodziny.
- Kto chciał, ten chciał...- mruknęła pod nosem blondynka. To chyba Rosalie.
- Rose, Alice nakryjcie proszę do stołu.- poprosiła Esme. Obie bez słowa ruszyły w kierunku jadalni.
- Isabello, witaj w rodzinie.- powiedziała "mama" podchodząc i przytulając mnie. Uśmiechnęłam się i cicho wyszeptałam:
- Dziękuję.
- Mamo, daj nam przywitać naszą malutką siostrzyczkę.- zawołał ktoś za plecami Esme.
- Och, oczywiście Emmett. Proszę.
- Chodź do braciszka maleńka.- zawołał barczysty brunet po czym zamknął mnie w żelaznym uścisku.
- Miło Cię poznać Emmett.- uśmiechnęłam się.
- Emmett spadaj, moja kolej.- ktoś przepchnął się przed Emmetta i znowu byłam w żelaznym uścisku.
- Miło Cię poznać Bello.
- Ty musisz być Edward.- zaśmiałam się.
- Tak, to ja.- odparł z ciepłym uśmiechem.
- Ed, odejdź na chwilę, też chciałbym przywitać się z moją nową siostrą.- Jasper pomyślałam. Blondyn podszedł do mnie, wyciągnął rękę i powiedział:
- Jestem Jasper.
- Miło mi, Issa.- uśmiechnęłam się.
- Issa?- zapytał zdziwiony Edward.
- Tak, a co? To skrót od Isabella.- powiedziałam.
- Bardziej mi pasuje do Ciebie Bella.- powiedział Edward. Przechyliłam głowę na bok i spojrzałam na niego przenikliwie.
- W sumie też może być.- powiedziałam w końcu.
- Chodźcie na obiad.- zawołała Esme. Trzymając się blisko Edwarda podeszłam wraz z innymi do stołu. Po obiedzie Alice dopadła do mnie i powiedziała:
- Musisz zobaczyć swój pokój, musisz pokazać mi swoje ubrania i koniecznie musisz zobaczyć swoją garderobę pełną ciuchów! Rozmiar S prawda?- uśmiechnęła się.
- Tak, skąd wiedziałaś?- spytałam zaskoczona.
- Carlisle nie bierze do rodziny pasztetów. Wyjątkiem jest Edward, który woli grubsze panienki, co nie braciszku?- uśmiechnęła się złośliwie, a miedzianowłosy powiedział:
- Alice, zachowaj uwagi dotyczące Jessiki dla siebie.
- Okej, okej. Chodź Bello.- pociągnęła mnie za sobą na górę i weszła do pokoju na prawo od klatki schodowej. Rozejrzałam się i zobaczyłam cudowny pokój w kolorach jasnego beżu, w którego centrum stało duże łóżko, a nad nim wisiało moje imię. Byłam w szoku. Pokój był cudowny. Od razu go pokochałam, zresztą tak samo jak domowników. Byli wspaniali. Nigdy nie spotkałam takich ludzi. Po kilku minutach z dołu usłyszałyśmy wołanie Esme:
- Alice! Bello! Chodźcie!
- Idziemy!- wykrzyknęłyśmy zgodnie i zbiegłyśmy ze schodów. W salonie pojawiła się nowa osoba. Była dość gruba, miala grube, brązowe loki spływające do ramion i brązowe oczy. Alice westchnęła, a Edward wstał i powiedział:
- Bello, poznaj proszę Jessikę. Jessiko, to moja siostra Bella.- wyciągnęłam do niej rękę i powiedziałam:
- Miło Cię poznać Jessiko.
- Pff, ręki sieroty nie uścisnę.- zabolało. Odwróciłam się na pięcie i wbiegłam po schodach do swojego pokoju.
- Bella! Bella!- słyszałam za sobą krzyki. Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać. Na dole tymczasem wrzała rozmowa:
- Jess, jak mogłaś?! To moja siostra! Jesteś idiotką! Nie chce Cię więcej widzieć! Wynoś się!
- Ale Edward ja...
- Nie Jess. Mam dość Twojego chamstwa! Żegnam!
Po chwili słyszałam trzaśnięcie drzwi obok mojego pokoju. To pewnie Edward. Rozpłakałam się jeszcze bardziej i wtedy dostałam sms od Dave'a:
"Witaj Isabello. Mam nadzieję, że masz wspaniałą nową rodzinę. Chciałem Ci powiedzieć, że według mnie związki na odległość nie mają przyszłości. Życzę Ci szczęścia. Zrywam z Tobą. Dave"
Otworzyłam oczy szeroko i rozpłakałam się jeszcze bardziej. Nie usłyszałam kiedy ktoś wszedł do mojego pokoju.
- Bello... Mogę?- zapytał Edward siadając obok mnie na łóżku. Skinęłam głową i znowu wybuchłam płaczem.
- Bello... Przepraszam za tą idiotkę.
- To Twoja dziewczyna.
- Nie, już nią nie jest. Nikt nie będzie tak traktował mojej siostry. Zerwałem z nią.- odpowiedział cicho. Znowu zaczęłam płakać, a Edward zapytał:
- Płaczesz z powodu rodziców?
- Nie, już nie.
- To dlaczego?- chciał wiedzieć.
- Masz, czytaj sobie.- rzuciłam mu telefon. Czytał i otwierał usta ze zdziwienia.
- Co za dupek!- zaklnął pod nosem.
- Nie przejmuj się nim. Wszystko będzie dobrze.- przytulił mnie do siebie i uspokajał. Powoli się uspokajałam. W końcu siedziałam w jego objęciach nieruchomo, kiedy on dotknął mojego policzka. Spojrzałam w jego miodowe oczy. Zatonęłam. Poczułam, że się rozpływam. Ujął moją twarz w dłonie, nasze twarze dzieliło kilka centymetrów. Patrzyłam na niego urzeczona jego miodowym spojrzeniem pełnym troski. Alice stojąca obok nas chrząknęła i magiczna chwila zniknęła. Nawet nie wiem kiedy ona weszła.
- Esme kazała powiedzieć, że jest kolacja.
- Alice, jak Ty się tutaj znalazłaś? Kiedy przyszłaś?- spytałam.
- Całkiem niedawno, ale widzę, że wam przeszkodziłam. Zejdźcie na dół jak najszybciej.- uśmiechnęła się złośliwie i zbiegła na dół krzycząc:
- Esme! Edward i Bella prawie się pocałowali!- pokręciłam głową z niedowierzaniem i spojrzałam na miedzianowłosego, który przyglądał mi się uważnie, uśmiechnęłam się do niego i zeskoczyłam z łóżka mówiąc:
- Pora na kolację, idziesz?
- Tak, już idę. Wrócimy jeszcze do naszej rozmowy?- zapytał.
- Rozmowy?- zdziwiłam się, przecież nie rozmawialiśmy...
- No, do tej sytuacji... Gdyby nie Alice...
- Gdyby nie Alice, to byś mnie pocałował, a kto wie, co z tego by wyszło. Chodźmy na kolację, mam parę pytań do rodzinki.- uśmiechnęłam się i pociągnęłam Edwarda za sobą. Podczas kolacji wypytałam o różne rzeczy. Dowiedziałam się, że często jeżdżą w góry, czego ja nienawidzę... Edward gra na fortepianie i biega, razem z nim biegają Alice i Jasper, stwierdziłam, że dołączę do nich. Pochwaliłam się, że też umiem grać na fortepianie i śpiewam. Wszyscy pełni zachwytu. Nawet Rosalie zachowuje się przyjaźnie, być może zostaniemy przyjaciółkami, a przynajmniej mam taką nadzieję.

***
Jest i rozdział 3 :) zapraszam :)